Lubaczowski gangster za oceanem

Gdy po latach do rodzinnego Lubaczowa przyjechał czarną limuzyną wzbudził nie lada sensację. Przejeżdżając ulicami miasta rozrzucał przez okna samochodu dolary. Za oceanem zbił fortunę na sprzedaży alkoholu.

Z pewnością niewielu mieszkańców Lubaczowa wie, że urodził i wychował się tutaj jeden z największych gangsterów Stanów Zjednoczonych. Domyślać się możemy, że złożyło się na to wiele czynników – wrodzona inteligencja i spryt, nabyta wiedza i umiejętności, determinacja i odwaga spowodowana przeciwnościami losu.

Joseph Hersch Reinfeld (Renfield) urodził się 25 października 1891 r. w rodzinie rzeźnika Wolfa i Nettie. Joe w młodości pomagał ojcu w rzeźni (w nieistniejącym już budynku, który usytuowany był w pobliżu obecnego hotelu „U Dina”), ucząc się fachu rytualnego uboju zwierząt. Do obowiązków Joe należało m.in. przepędzanie bydła do rzeźni. Rodzicielską miłość dzielił z czwórką rodzeństwa. Czuł się niedoceniany i pomijany przez ojca, który zamierzał przekazać swój zakład drugiemu synowi – Samuelowi. Wobec braku perspektyw w Lubaczowie, kuzynka z Oleszyc zachęciła go do wyjazdu do Ameryki. Fantazja przeprowadzenia się do kraju o nieograniczonych perspektywach, mocno oddziaływała na jego wyobraźnię. W marcu 1909 r. stała się rzeczywistością. Niespełna osiemnastoletni Joe wyruszył w podróż statkiem do Nowego Świata.

Los ubogiego emigranta odmienił się po poślubieniu Anny Suskind. W kwietniu 1919 r. Joe otrzymał obywatelstwo Stanów Zjednoczonych. Mieszkał wówczas w Newark. Dzięki żonie został właścicielem tawerny przy High Street i Eight Avenue we włoskiej dzielnicy Newark First Italian Ward. W jego lokalu wolny czas spędzali czołowi przedstawiciele włoskiego zbiorowiska lichwiarzy, murarzy, hazardzistów, członków „Black Hand” (wymuszenia), wszelkiej maści oszustów, prekursorów mafii. Zaznaczmy, że gangi przełomu XIX i XX w. działały w obrębie własnej grupy etnicznej. Irlandczycy dominowali wzdłuż wybrzeży rzeki Hudson, zaś Żydzi i Włosi w dzielnicy Lower East Side. Joe miał ciemną skórę, był wysoki i mógł być przez nich traktowany z pełnym zaufaniem, jak swój – Sycylijczyk. W obliczu przewidywanego wprowadzenia zakazu sprzedaży alkoholu włoscy koledzy poradzili mu zgromadzenie pokaźnych zapasów, które mógł legalnie sprzedawać po wprowadzeniu nowego prawa, aż do wyczerpania.

Prohibicja w Stanach Zjednoczonych weszła w życie 16 stycznia 1919 r. Wprowadzone przepisy zabraniały „wytwarzania, sprzedaży i przewozu przeznaczonych do spożycia napojów wyskokowych, jak również ich importu i eksportu ze Stanów Zjednoczonych oraz jakiegokolwiek obszaru podległego ich władzy”. Marzenia tzw. „suchych” o lepszym, zamożniejszym świecie bez alkoholu i bez przemocy, w zderzeniu z rzeczywistością szybko legły w gruzach. Grupy przestępcze opanowały nielegalny handel alkoholem, z którego czerpały gigantyczne dochody, pozwalające korumpować i deprawować znaczą część społeczeństwa. Argumenty tzw. „mokrych” stopniowo zaczęły zyskiwać coraz więcej zwolenników. Prohibicję zniesiono 5 grudnia 1933 r. Był to wystarczający czas na zbudowanie mafijnych imperiów organizacyjnych i finansowych oraz przekształcenie ich w legalnie prosperujące przedsiębiorstwa. W 1931 r. doszło do przełomowego wydarzenia. Żydki i dagos (slang: południowcy, Włosi) musieli ze sobą współpracować, a nie jak dotychczas walczyć. Ci pierwsi potrzebowali włoskiej ochrony, a ci drudzy żydowskiej inteligencji.

W czasie trwania prohibicji Joseph Hersch Reinfeld był jednym z najbardziej poważanych w środowisku przemytników alkoholu. On i jego współpracownicy przemycali alkohol z Kanady przy współudziale dealerów z Montrealu The Bronfmans Brothers. Nazwisko to w języku Jidysz oznacza człowieka alkoholu. Wzdłuż wybrzeża legalnie stacjonowały, poza granicami trzymilowej strefy ekonomicznej, pływające hurtownie napojów wysokoprocentowych, tzw. „rum rows”, oczekujące na „potato boats”. W celu bezpiecznego odbioru towaru Joe kupił dom na wybrzeżu w Port Newark N.J. Obserwował z niego ruchy łodzi patrolowych. W momencie, gdy straż wybrzeża oddalała się, wtedy oświetlał budynek, dając tym samym znak motorówkom, o możliwości bezpiecznego podpłynięcia i wyładowania whisky. W późniejszym okresie udoskonalili przemyt, transportując alkohol ukrytym rurociągiem. […]

[ciąg dalszy w kolejnym numerze]

Opracowanie własne na podstawie tekstu Zenona Swatka – historyka, kustosza Muzeum Kresów w Lubaczowie, prezesa Towarzystwa Miłośników Ziemi Lubaczowskiej, wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej w Lubaczowie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *