_W6A3358-Edit

ANITA ŻMURKO-SIERADZKA

Nauczycielka plastyki „gdzieś na końcu województwa Podkarpackiego” projektuje awangardową modę na miarę światowych wybiegów.

ZL: Marzycielka z głuchej prowincji czy kobieta bezkompromisowa, która dobrze wie czego chce i konsekwentnie po to idzie? Po co Ci moda?
AŻ: Już nie mieszajmy w to prowincji. Jestem osobą, która potrzebuje wyzwań i stawia sobie wciąż nowe cele. To właśnie droga do realizacji celu jest dla mnie najbardziej zajmująca i fascynująca! Poszukuję… Dziś jestem na początku drogi, która zwie się modą. Powszechnie uważa się modę za „coś” niekoniecznie poważnego i potrzebnego – takie tam sobie przebieranie. A ja chcę uwalniać od przyzwyczajeń, walczyć ze stereotypami w tym postrzeganiu. Moda to nie tylko ubranie – forma użytkowa. To zjawisko estetyczne, artystyczne, muzyczne, część kultury, historii sztuki, obiekt, który wprowadza w inny świat i wymiar. I właśnie dlatego to temat, który tak mnie połknął.
ZL: Często słyszysz: „ale kto to będzie nosił?” albo „czy nie mogłabyś uszyć czegoś normalnego?”
AŻ: Niestety w tym naszym pragmatycznym, poukładanym świecie, gdzie wszystko musi być wytłumaczone i namacalne to pytanie dość często mnie atakuje. I tu wracamy do mojej wcześniejszej odpowiedzi – zmieniać postrzeganie mody. Nie wszystko musi być do noszenia. Interesuje mnie moda konceptualna. Ubrania – obiekty, które burzą zastały, martwy ład estetyczny. Nie ubranie samo w sobie, a historia jaką opowiada, wrażenie jakie wywołuje. Ubrania pełne wyzwań, niespodzianek i braku pokory.
ZL: Wystawa twojej kolekcji nosi nazwę „Słowa ubrane w rzeczy” – o czym mówią twoje kreacje, co znaczą dłonie na głowie, co czerwony płaszcz?
AŻ: Pracę dyplomową pisałam o ważnych dla mnie kreatorach, m.in. Rei Kawakubo, Husseinie Chalayanie, Martinie Margieli, Yohji Yamamoto. Zależało mi, żeby między pracą, a kolekcją była korelacja. Poza tym lubię działania, które rzeźbią umysł, a ich twórczość właśnie to robi. Moje ubrania są polemiką z otaczającą rzeczywistością, światem realnym. Opisuję ją, analizuję, rozważam za pomocą formy przestrzennej, barwy, faktury, wielkości – proporcji. Zatem czerwony płaszcz …chacha… uwielbiam go! Jest opowiadaniem o niezależnej kobiecie, która pragnie uwolnić się od stereotypów narzucanych jej przez otoczenie. Kobiecie, która wcale nie musi być nikła, ulotna, czy słodka, nie musi też pędzić po władzę. Płaszcz jest kokonem pozwalającym jej mieć swój świat – wyimaginowany. I tylko jej. „Dłoniohełm’’ jest bojową ochroną przed tym, co dopada i dręczy nasze myśli.
ZL: Jak się zaczęło?
AŻ: Już w ogólniaku eksperymentowałam z materią. To były czasy pustki na półkach sklepowych. Nicość wyzwalała kreatywność i szukanie niekonwencjonalnych materiałów. Dzięki temu, że umiałam szyć, nie wyglądałam „szaro”. Bywało, że nosiłam swetry uszyte z beretów, sukienki z szalików wojskowych, a na obronę pracy magisterskiej włożyłam koronkowy garnitur uszyty z firanki z odzysku. Kiedy zdałam do Instytutu Wychowania Artystycznego na UMCS w Lublinie chyba najbardziej odczułam, że jestem z prowincji. Większość na roku miała już niezły warsztat, trzymali się razem, wyglądali jak bohema. Miałam wrażenie, że wszystko wiedzą, a ja makabrycznie odstaję i muszę harować, by wyrównać poziom. Studia ukończyłam z wynikiem bardzo dobrym i przekonaniem, że będę malować, rysować i nic tego nie zmieni.
ZL: W wywiadzie udzielonym dla magazynu „Wysokie obcasy” Lubaczów jawi się jako miejsce, gdzie najważniejsze jest, by podać obiad, z nowoczesności bierze co chce – samochody najchętniej, a rynek to betonowe płyty i fontanny – słowem, Polska zwyczajność.
AŻ: Jestem tutaj z wyboru. Nie mam najmniejszego problemu, by znaleźć się kiedy chcę w Warszawie czy Londynie. Lubaczów nie ogranicza mnie, nie jestem tu za karę. Uwielbiam prowincjonalność naszego miasteczka. Jego zapach, spokój i ciszę, którą karmię się kreując wyimaginowany świat. Uwielbiam tę miniaturowość przestrzeni, która pozwala niemalże w 3 minuty znaleźć się w pożądanym miejscu.
ZL: Na co dzień w podstawówce i gimnazjum w Lubaczowie uczysz plastyki, a w liceum plastycznym w Jarosławiu projektowania ubioru.
AŻ: Mam taką misję – nauczanie. Uważam, że wszystko co dzieje się z estetyką w Polsce wynika z traktowania po macoszemu przedmiotów artystycznych. W bardzo wielu szkołach zajęcia z plastyki i muzyki prowadzą nauczyciele innych przedmiotów, którym brakuje godzin do etatu. Dostają je więc – niech pouczą „malunków”. A przecież nie chodzi o to, by katować ucznia rysunkami, ale pokazać zasadność obcowania ze sztuką, działaniami plastycznymi czy muzycznymi. Wyzwolić potrzebę tworzenia. Zauważyć, że sztuka może być wspaniałą formą poznania siebie, czy ucieczki od rzeczywistości. Zajęcia plastyczne, muzyczne wyrabiają wyczucie estetyczne, uwrażliwiają, kształtują naszą opinię na temat otoczenia. Im więcej tych tajników wiedzy się poznaje, im więcej historii sztuki się czyta, tym jest się bardziej wyrafinowanym odbiorcą. O twórcy nie wspomnę. Marzę o wychowywaniu artystów, ale… nie każdy nim może być. Wrażliwym na piękno, na sztukę i otaczającą rzeczywistość zaś każdy.
ZL: Kanony piękna zwykle dyktują projektanci mody, popularne gwiazdy filmowe, ale również publiczność, która chce oglądać konkretnie wyglądające osoby. Czy ideałem piękna są chude kobiety? Jaka ma być modelka?
AŻ: Modelka musi być przede wszystkim mądra, charakterystyczna, kochająca siebie, charyzmatyczna i proporcjonalna. Do tego dojrzała emocjonalnie i odporna psychicznie. Musi się dobrze odżywiać, by lśniła skóra, włosy i błyszczały oczy!
ZL: Jakie są twoje marzenia?
AŻ: Chcę tworzyć ubrania – azyle dla wszystkich tych, którzy nie chcą sprostać oczekiwaniom, zachciankom i kaprysom. Dla maniaków poszukujących awangardowych rozwiązań w modzie. Poza tym bardzo chciałabym zapisać się nie tylko w przemyśle… ale i sztuce.
ZL: Dziękuję za rozmowę.
AŻ: Dziękuję.

Anita Żmurko-Sieradzka
• (ur. 1970 r.) nauczycielka plastyki, projektantka wnętrz i mody.
• W 1995 r. ukończyła Wydział Artystyczny UMCS w Lublinie, 20 lat później, w wieku 45 lat – studia w Międzynarodowej Szkole Kostiumografii i Projektowania Ubioru w Warszawie oraz podyplomowe w łódzkiej ASP.
• W 2011 r. otrzymała Medal Komisji Edukacji Narodowej za zasługi dla oświaty i wychowania.
• Prowadzi też knajpę Déjà Vu w Lubaczowie

Rozmowę przeprowadziła Justyna Ziętek

 

ZASUGERUJ NAM ROZMÓWCĘ do kolejnego numeru – swoją propozycję wyślij na adres: redakcja@ziemialubaczowska24.pl lub zadzwoń: 883 051 883

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *