ziemialubaczowska

PROWADZĄC DIALOG ZE STWÓRCĄ

Rozmawiamy z niezwykłym artystą malarzem, autorem polichromii w lubaczowskiej Konkatedrze. O kościelnej estetyce, malowidle głównego ołtarza i swoich uczuciach z nim związanych opowiada Janusz Szpyt.

ZL: W 2006 r. w prezbiterium Konkatedry w Lubaczowie namalował pan otwarte niebo z wszechobecnymi aniołami i prorokami Starego Testamentu adorującymi krzyż. W dziele dominują głównie szarości oraz gra światła i cienia. Skąd pomysł na tak nietypową polichromię kościoła? Przecież sztuka sakralna raczej kojarzy się nam z przepychem i bogactwem.
JSz: Chciałem dopełnić to, co oczywiste, fizyczne, ścisłe, co jest faktem historycznym, o to, co wynika z wiary, co jest ekstatycznie uduchowione. Tło dla rzeźbionej sceny pasyjnej w zamyśle miało dodać dramaturgii i patosu scenie, to przecież jest jedno z najważniejszych wydarzeń w dziejach ludzkości, a jak chrześcijanie wierzą, w dziejach Nieba. Kościół jest miejscem, gdzie staramy się prowadzić dialog ze Stwórcą, mam nadzieję, że ten fragment niewidzialnego Nieba pozwala oderwać się od tego, co powszednie.
ZL: Czy zaobserwował pan, że obecnie w dekoracji kościoła zmienia się kierunek z przepychu na prostotę i porządek? Czy kościół św. Stanisława BM wpisuje się w tę estetykę?
JSz: Rzeczywiście, jest taki trend powrotu do estetyki pierwszych chrześcijańskich świątyń. Złośliwi powiedzą, że to estetyka protestancka. Myślę, że w przypadku Konkatedry, ze względu na wielkość ścian, w zasadzie prostych, pozbawionych architektonicznych przerywników, jeszcze z przesytem nie mamy do czynienia, ale trzeba już być bardzo ostrożnym. W wielu świątyniach ten porządek jest faktycznie zaburzony, jest to wynik pobożności polegającej na fundowaniu, przypadkowych, często odpustowych elementów wyposażenia. W przypadku Konkatedry mamy do czynienia ze współczesną architekturą i dziełami sztuki lat minionych, jak wspomniana rzeźba przedstawiająca ukrzyżowanie, czy płaskorzeźby w antepedium ołtarza, co rodzi problem proporcji tego, co stare i piękne, a współczesne. Ta polichromia miała być też w swoim założeniu takim estetycznym pomostem i wyważeniem starego z nowym.
ZL: W pańskiej twórczości głównym motywem jest człowiek. Spoglądając na namalowane postacie w Konkatedrze w jednej z nich dopatrzeć się można podobieństwa wcześniejszego lubaczowskiego dziekana ks. Franciszka Nuci. Czy ukazanie ówczesnego proboszcza jako apostoła niesie za sobą pewną symbolikę – przekaz? Czy nie bał się pan krytyki, upamiętniając tę osobę za jej życia?
JSz: To zupełny przypadek i zbieg okoliczności, ale jeżeli chodzi o podobieństwo jest to zasługa, chyba nie moja… Natomiast świętej pamięci ksiądz Franciszek Nucia z pewnością jest godzien pamięci w kontekście tej polichromii, to on podjął tę śmiałą, choć ryzykowną decyzję o rozpoczęciu prac malarskich.
ZL: Czy w pańskich dziełach w Konkatedrze uwiecznione zostały jeszcze inne osoby?
JSz: Ewentualne podobieństwo związane jest z codzienną obserwacją różnych twarzy, obraz powstaje na podstawie zbieranych codziennie wrażeń, które wypełniają wyobraźnię.
ZL: Dlaczego wizerunki osób zostały „ukryte” w postaciach aniołów i świętych? Dlaczego w polichromii nie zostały przedstawione tak, jak je pamiętamy i znamy? Czy ma tu znaczenie to, że na ścianach kościołów przedstawione powinny być tylko osoby błogosławione i święte? Czy wybór tych konkretnych osób wynika z tego, że postrzega je pan jako wyjątkowe?
JSz: Każdy ma inne wyobrażenie fizycznego obrazu świętości. Funkcjonuje jednak pewien stereotyp uduchowienia ukształtowany chociażby przez romantyzm, lecz życie często weryfikuje takie postrzeganie piękna, nie zawsze piękno ciała idzie w parze z pięknem ducha, geniusze malarstwa, tacy jak El Grecko, Goya, Gericault posługiwali się modelami z zakładów psychiatrycznych. W tym przypadku istotny jest gest, sposób zaangażowania, a nie czyja to jest twarz.
ZL: Po oddaniu polichromii w lubaczowskiej Konkatedrze wiele osób stwierdziło, że jest ona bardzo mroczna, taka ciemna. Czy zgadza się pan z tą opinią?
JSz: To jest niezbędny zabieg formalny, żeby było światło, musi być cień. Im mocniejszy cień, tym mocniejsze światło. Można to przełożyć również na język metafizyczno-symboliczny relacji dobra i zła.
ZL: Co pan czuje, gdy przychodzi pan do kościoła i widzi wiernych modlących się, spoglądających na pańskie dzieło i szukających w nim skupienia potrzebnego do rozmowy z Bogiem?
JSz: Modlę się razem z nimi.
ZL: Dziękuję za rozmowę.
JSz: Dziękuję.

Janusz Szpyt urodził się w 1960 r. w Lubaczowie. Studia ukończył na Wydziale Grafiki i Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Zajmuje się malarstwem i rysunkiem. W 1983 r. współtworzył z Piotrem Naliwajko i Leszkiem Żegalskim Grupę Trzech, zwaną też „Tercetem Nadętym”. Artysta broni dramatycznie tego, co stanowi istotę ludzkości – godności osobistej człowieka, poprzez dokumentację losu ludzkiego. Istotną częścią jego twórczości jest monumentalne malarstwo sakralne – polichromia w Kościele św. Stanisława BM w Lubaczowie. Janusz Szpyt znakomicie ukazuje rzeczywistość, ma perfekcyjnie opanowany warsztat, formą i kolorem posługuje się swobodnie, a światłem i cieniem operuje śmiało poruszając pędzlem. Jego prace podziwiać można na wystawach indywidualnych i zbiorowych w kraju i za granicą. O twórczości artysty pisały m.in. „Sztuka Polska”, „ITD”, „Tygodnik Demokratyczny”, „Sztuka”, „Polityka”, „Frankfurter Rundschau”, „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, a „APEX POLTEL” nakręcił film dokumentalny o „Grupie Trzech”.

AH, HP

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *