szmidt_rodziewicz_aniolek_czy_pistolet

Anna Schmidt-Rodziewicz – aniołek Jarosława Kaczyńskiego, czy pistolet PiS-u?

ZL: Niebawem minie dokładnie dwa lata od kiedy objęła pani mandat poselski. Czy na półmetku kadencji można już panią określić jako doświadczoną parlamentarzystkę?

ASR: Swoją wiedzę o pracy posła i polityka czerpałam przez kilkanaście lat, dzięki bliskiej współpracy z szefem mojego ugrupowania – Jarosławem Kaczyńskim oraz innymi doświadczonymi politykami, z którymi pracowałam. Dlatego też praca poselska nie była dla mnie wiedzą tajemną. To bardzo pomaga, szczególnie na początku. Ta wiedza bardzo mi pomogła w stawianiu pierwszych kroków jako poseł. Ważne jest dla mnie jednak doświadczenie, które zdobyłam sama przez dwa lata kadencji. Żeby być wytrawnym politykiem trzeba lat, więc na pewno jeszcze wiele politycznych doświadczeń i nauki przede mną.


ZL: Na jakich płaszczyznach pracy parlamentarnej się pani skupia? Do jakich komisji i zespołów pani należy?

ASR: Mam dwa obszary zainteresowań – jako socjologa interesuje mnie polityka społeczna – więc zasiadam w Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, druga komisja związana jest z tematem bardzo mi bliskim – Podkarpacie to tzw. ściana wschodnia zatem bliskie są mi tematy wschodnie i kresowe – od początku kadencji pracuję, a od kilku miesięcy przewodniczę sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą. Jestem jedynym posłem pierwszej kadencji w klubie PiS, który przewodniczy sejmowej komisji. Oczywiście należę do parlamentarnego zespołu ds. Rozwoju Polski Wschodniej, oraz Zespołu Karpackiego, któremu przewodniczy Marszałek Sejmu. Ostatnio sporo angażuję się też w sprawy związane z wojskiem, szczególnie w kontekście tworzenia struktur Obrony Terytorialnej.

ZL: Jakie momenty w tym okresie szczególnie zapadły pani w pamięci?

ASR: Było ich kilka. Na pewno kilka ważnych głosowań – kiedy udzielaliśmy wotum zaufania rządowi Premier Beaty Szydło, a także słynny 16 grudnia, kiedy w atmosferze wywołanego przez opozycję kryzysu parlamentarnego przegłosowaliśmy ustawę pozbawiającą ubeków wysokich emerytur. Na tę ustawę czekało przez lata wielu Polaków – byłam dumna, że biorę w tym udział. Oddaliśmy uczciwym ludziom sprawiedliwość. Najważniejsza jednak jest dla mnie praca w okręgu i najbardziej mnie cieszą lokalne sukcesy – miejsca pracy, na które ludzie tak bardzo czekają. Mam wtedy wielką radość, że udało się wykorzystać mandat posła, żeby pomóc – np. w pozyskaniu koncesji na otwarcie kopalni siarki w Baszni Dolnej, czy na rozpoczęcie budowy zakładu gazowniczego w Jarosławiu. Są też małe sprawy, jak pomoc osobom indywidualnym. Tu często spotykam się ze zdziwieniem, że do tej pory żaden poseł nie wysłuchał i nie chciał pomóc, a teraz nagle ktoś się przejmuje losem tych ludzi. Wiele osób mówi mi, że się za mnie modli. To dowód, że jestem im potrzebna.

ZL: Praca polityka to także działanie na rzecz własnej partii. Zdążyła już pani poznać w pełni lokalne struktury Prawa i Sprawiedliwości w powiecie lubaczowskim i członków ugrupowania? Jak pani ocenia siłę partii na szczeblu lokalnym, jakie ma zalety, a nad czym trzeba jeszcze popracować?

ASR: Sporo podróżuję po okręgu, szczególnie w związku z funkcjami, które pełnię – wiceprezesa okręgu oraz koordynatora ds. kampanii samorządowej. Struktury partyjne poznałam już podczas pełnienia funkcji radnej sejmiku województwa podkarpackiego i uważam, że w tych ludziach drzemie ogromny potencjał. Jest ogromna wola współpracy, szczególnie, że do tej pory powiat lubaczowski był przez wielu parlamentarzystów traktowany trochę po macoszemu. Widać to także po niektórych samorządowcach w różnych gminach. Powiat lubaczowski wymaga wielu inwestycji i zainteresowania po latach zaniedbań. Dostrzega to również samorząd województwa i sam marszałek Ortyl, który już realizuje, ale także planuje na jego terenie wiele inwestycji.

ZL: Jak wygląda sytuacja lokalnych struktur partii, kto jest obecnie szefem PiS-u w naszym powiecie?

ASR: Pełnomocnikiem jest Zenon Swatek, wieloletni radny Rady Miejskiej w Lubaczowie, a obecnie jej wiceprzewodniczący, to znany społecznik i nauczyciel.

ZL: W marcu prezes Jarosław Kaczyński powierzył pani nadzór nad przygotowaniem do wyborów samorządowych w naszym okręgu. Jakie działania w ramach tego zadania pani już podjęła, co pozostaje „do zrobienia” na najbliższe miesiące?

ASR: Na pewno ważne są spotkania z ludźmi, angażowanie ich w różne inicjatywy i poszukiwanie godnych kandydatów na wybory. Potrzebne są osoby, które mają w sobie żyłkę społecznika. Takie, które będą skutecznie zabiegać o interesy swojego regionu, a nie tylko brać dietę radnego i liczyć na „ciepłą posadkę”, bo takich ludzi nie widzę na naszych listach. Musimy angażować mieszkańców w działalność społeczną i polityczną, budować demokrację obywatelską także tu na dole. O takich ludzi na naszych listach będę zabiegać.

ZL: Toczą się już rozmowy z konkretnymi osobami?

ASR: Z częścią osób, co do których startu w wyborach nie mamy wątpliwości, oczywiście tak. Reszcie będziemy się przyglądać i oceniać ich potencjał oraz dotychczasową pracę. Potem podejmiemy dalsze decyzje.

ZL: Prawo i Sprawiedliwość osiąga u nas bardzo dobre wyniki w wyborach parlamentarnych czy prezydenckich. W samorządowych jest znacznie gorzej. Czy zna pani przyczyny takiej sytuacji i ma pomysł na jej zmianę?

ASR: Przyczyn jest wiele – musimy postawić na mocnych i dobrych kandydatów, wyjść do ludzi i ciężko pracować. Podkarpacie jest prawicowe, więc jest ogromny potencjał społeczny do tego, żeby wygrywać – także na poziomie lokalnym. Trzeba przekonać ludzi, że mają wybór – że mogą wziąć los swojej miejscowości czy powiatu w swoje ręce. Zawsze jest wybór i trzeba z niego korzystać.

ZL: Myśli pani, że Prawo i Sprawiedliwość ma szansę przejąć władzę w powiecie lubaczowskim? PSL i starosta Józef Michalik rządzą tu nieprzetrwanie od ponad 20 lat.

ASR: Szansa jest zawsze – pytanie, czego chcą wyborcy? Moje ugrupowanie sporo zainwestowało w powiat lubaczowski nie tylko na poziomie parlamentu, ale także Marszałka Województwa. Tylu inwestycji nie było tu od lat. Mam nadzieję, że wyborcy to docenią.

ZL: Listy PiS na poziomie lokalnym były do tej pory dość hermetyczne. Czy są plany na „szersze otwarcie”?

ASR: Oczywiście. Liderzy mojego ugrupowania od dawna mówią, że warto zapraszać do współpracy, także tej wyborczej, ludzi spoza partii. Warunkiem jest jednak uczciwość i prawicowe poglądy. Nie wyobrażam sobie, żeby na naszych listach znaleźli się ludzie, którzy nie utożsamiają się z naszym programem. Mamy wśród naszych samorządowców ludzi nie związanych z partią, w niektórych gminach popieraliśmy dotychczasowych samorządowców, nie wystawiając własnych, ponieważ uważaliśmy ich za dobrych gospodarzy, dbających o sprawy lokalnej społeczności.

ZL: Kiedyś była pani określana jako jeden z aniołków Jarosława Kaczyńskiego. Ostatnio jeden z opozycyjnych posłów z regionu nazwał panią „pistoletem PiS-u”. Które określenie bardziej pasuje do „Poseł Ani”?

ASR: Myślę, że każde. Słynę wśród kolegów partyjnych z dynamicznego temperamentu. Ale fajnie było być „aniołkiem Prezesa” – to wyróżnienie. Mam z Prezesem tak dobre relacje, że kiedy padła propozycja, chętnie wzięłam udział w tej kampanii wizerunkowej w 2015 roku. To było nowe doświadczenie. Na co dzień jednak raczej trudno mnie posądzić o bycie aniołkiem. Polityka to zawód dla twardzieli, zdominowany przez mężczyzn, choć z drugiej strony kobiety – politycy mają większą wrażliwość na ludzkie potrzeby i problemy. Chyba bardziej się angażujemy.

ZL: Dziękuję za rozmowę.

ASR: Dziękuję.

Anna Schmidt-Rodziewicz
Wykształcenie: wyższe – mgr socjologii, absolwentka Wydziału Nauk Społecznych Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
Doświadczenie: Nauczyciel j. angielskiego na Podkarpaciu. Urzędnik administracji państwowej i samorządowej – m.in. w Starostwie Powiatowym i Urzędzie Miejskim w Jarosławiu. Działaczka społeczna, współorganizatorka akcji charytatywnych.
Działalność polityczna: W latach 2005–2007 zatrudniona w gabinecie politycznym w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, później doradca wiceprezesa tej partii, posła Adama Lipińskiego. W 2011 r., bezskutecznie kandydowała do Sejmu RP. Wraz z grupą kilku innych młodych działaczek brała aktywny udział w kampanii wyborczej Prawa i Sprawiedliwości. Media grupę tę określiły mianem „aniołków Jarosława Kaczyńskiego. W 2014 r. została wybrana na radną sejmiku podkarpackiego, obejmując funkcję wiceprzewodniczącej klubu radnych PiS oraz przewodniczącej Komisji Edukacji, Kultury i Kultury Fizycznej. W wyborach parlamentarnych w 2015 wystartowała ponownie do Sejmu RP, uzyskała mandat posłanki otrzymując 16 134 głosy (trzeci wynik na liście PiS). W bieżącej kadencji Sejmu PR złożyła 10 interpelacji, 11 zapytań i 3 pytania w sprawach bieżących.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *