fryz20170603-_27A1286

FRYZJERSTWO CZY SZTUKA?

Barbara Presch-Pawlikowska fryzjerka z Lubaczowa na co dzień w swoim salonie czesze gładko i praktycznie, ale czasem – w chwili wolnej – tworzy z włosów kompozycje, które daleko wykraczają poza codzienne ułożenia. Językiem fryzjerstwa opowiada o inspiracji czerpanych z natury, przy czym włosy – ich formę, fakturę, kolor – traktuje jak tworzywo do rzeźby.

ZL: Bierzesz udział w pokazach, gdzie prezentujesz kompozycje wykraczające poza standardowe, codzienne ułożenie. Czym są te formy, o czym mówią kolory?
BP: Lubię rzeczy dziwne i inne. Tutaj tematem przewodnim była rzeźba. Okazuje się, że możemy rzeźbić z włosów. Tworzyć kształty, kolory, faktury, które są dla każdego interpretowane inaczej. Na jednym z występów grupy Matrix inspiracją był deszcz. Ozdobami były sztuczne, spływające krople i pinezki jako przedstawienie małych parasolek. Do innej potrzebowałam prawdziwego mchu. Położony na ramionach modelki łączy kompozycję z szyją oraz kształtem i kolorem włosów.

ZL: Czym jest grupa Matrix?

BP: To grupa edukatorów, która organizuje pokazy, uczą siebie i innych fryzjerów nowego spojrzenia na fryzjerstwo. Na nasze pokazy do Warszawy przyjeżdżają osoby z całej Polski. Poza tym organizujemy szkolenia i konsultacje dla fryzjerów w ich salonach w wielu miastach.

ZL: To nie znaczy, że przychodząc do twojego salonu będziemy częścią eksperymentu?

BP Oczywiście, że nie. To cześć mojej pracy, ale tylko w wolnym czasie. Fryzjerstwo codzienne to zabiegi, żeby klientki czuły się dobrze. Każdy człowiek to zagadka, jest indywidualny i czymś się różni. Kiedy pojawia się nowy klient najpierw robię konsultacje. Rozmawiamy o tym co lubi, w czym się dobrze czuje. Nie daję palety kolorów – próbuję wyciągnąć słowami jaki kolor ma być. Wtedy jestem tylko dla tej osoby i staram się dowiedzieć jak najwięcej – gdzie pracuje, jaką lubi biżuterię, kolor oczu, skóry, w czym się dobrze czuje. I przede wszystkim czego sama oczekuje. Czasem konsultacja trwa nawet pół godziny. W mojej codziennej pracy drugą największą satysfakcję sprawia mi, kiedy widzę jak rozwijają się moi pracownicy, a stali klienci przychodzą od 15 lat.

ZL: Jak się zaczęła przygoda z fryzjerstwem ?

BP: Przygoda z fryzjerstwem trwa od 15 roku życia. Zawsze miałam manualne zdolności, więc wyrób był między szkołą plastyczną a fryzjerstwem. Pewnego razu, w ósmej klasie mama zabrała mnie do znajomej fryzjerki. Spodobało się. Wtedy moja sobotnia praktyka polegała na sprzątaniu i podglądaniu, ale na trzecim roku czesałam już panny młode. Po szkole wyjechałam do Warszawy i przez rok pracowałam w dziale technicznym w dużym salonie zatrudniającym 50 fryzjerów. Szkoliłam się na Justynie Steczkowskiej, Kasi Skrzyneckiej, Irenie Santor.

ZL: Plany na przyszłość i marzenia?

BP: Uczyć się, uczyć się, uczyć się. Oczywiście w dalszym ciągu szlifować swój warsztat, pracować z ludźmi, sprawiać, aby klientki czuły się wyjątkowo. I oczywiście skończyć projekt salonu, który zaczęłam niedawno.

ZL: Jaki będzie nowy salon?

BP: Powstanie w przyszłym roku na ulicy 3 maja 15, pracuję nad tym, aby miejsce, które stworzę było wyjątkowe. Idę w stronę natury. W środku przeważać będą kolory zieleni, drewna i szarości – znalazłam swoje kolory. Planuje strefę spa dla klienta, parking prywatny na posesji oraz wifi.

Po tygodniu pracy związanej z pokazem w Warszawie wróciłam do domu, stanęłam koło fotela i poczułam, że to moje miejsce.

Barbara Presch-Pawlikowska urodzona w Lubaczowie 30 stycznia 1981 roku. Ukończyła Zasadniczą Szkołę Zawodową ZS w Lubaczowie na profilu fryzjerskim, później Liceum Ogólnokształcące dla dorosłych. Należy do grupy Dream Team Matrix, z którą urządza pokazy fryzjerstwa i prowadzi szkolenia. Na co dzień prowadzi salon fryzjerski na ul. Grunwaldzkiej 1. Przyszły rok, prawdopodobnie styczeń, przyniesie zmiany w adresie siedziby.

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *