gorajeckaliczkaDSC_4228_resize

O cudownym objawieniu i kapliczce „na wodzie” w Gorajcu

Gorajec to obecnie niewielka miejscowość w powiecie lubaczowskim. Jednak ponad sto lat temu za sprawą „cudu” było o niej głośno nie tylko w ówczesnej Galicji, ale także daleko poza nią.

Początek naszej opowieści sięga 1906 roku, gdy Gorajec należał do powiatu cieszanowskiego. Według przekazów w niedzielę 13 maja tegoż roku dwie niespełna jedenastoletnie dziewczynki z Gorajca narodowości ukraińskiej, Katarzyna Groch i Maria Huszczak, miały doświadczyć objawienia Matki Bożej. Pasąc krowy na łąkach niedaleko przysiółka Pidlas (Podlas), pierwsza z nich weszła do potoku Łówczanka napić się wody. Dzień był słoneczny i pogodny. Nachyliwszy się nad wodą zobaczyła blask, a następnie wizerunek Matki Boskiej na dnie potoku. Usłyszała nieodgadniony głos mówiący: „

Ta de tu woda hłuboka” („Tu gdzie woda głęboka”) oraz „Myjtesia mojeju wodoju, ino ne wterajtesia, bo jak sia budete wteraty, to moju rosu sterajete” („Myjcie się moją wodą, tylko się nie wycierajcie, bo jak się będziecie wycierać, to moją rosę zetrzecie”). Na koniec tajemnicza postać powiedziała do Katarzyny Groch: „Zdijmy zi sebe czerwoni korali i daj ji na cerkwu” („Zdejmij z siebie czerwone korale i przekaż je do cerkwi”).

Dziewczynki opowiedziały o tym, czego doświadczyły. Wieść o objawieniu w Gorajcu rozniosła się błyskawicznie po całej okolicy, a potem Galicji i poza nią. Do wsi zaczęły przybywać rzesze pielgrzymów z powiatów cieszanowskiego i rawsko – ruskiego, a nawet z dalszych terenów, aby także doświadczyć łaski objawienia. Sprawa stała się bardzo głośna.

Wkrótce o wydarzeniu w Gorajcu pisała nie tylko prasa galicyjska, ale także m.in. austriacka. W wiedeńskiej socjaldemokratycznej gazecie „Arbeiter Zeitung” podano następującą informację (tłumaczenie – Waldemar Czachur): „

W galicyjskiej wsi Gorajec na terenie pastwiska, znajdującego się w sąsiedztwie dóbr barona Wattmanna, istnieje od niedawna dziwne miejsce objawień. Na piaszczystym dnie bardzo płytkiego potoku mała dziewczynka ujrzała uformowany z piasku wizerunek Madonny z Dzieciątkiem Jezus i rozpowiedziała o tym wszystkim ludziom. Od tego czasu potwierdzają liczne osoby, że również widziały wizerunek Maryi. Dziwne w tym objawieniu jest to, że wizerunek pojawia się również po zmąceniu dna potoku. Naturalnie zabobonna ludność na skutek autosugestii wierzy w to i wybuchła pobożna epidemia religijnego oszukiwania siebie. Godzinami w nieruchomych pozycjach modlą się oni, zatopieni w religijnej egzaltacji, przed pełną łaski wodą. I już znalazły się pieniądze na budowę kapliczki maryjnej. Może są wśród tych naiwnych ludzi sprytni, którzy już szacują, jak bardzo będzie się opłacał zainwestowany kapitał w rzeczone przedsięwzięcie”.

Pod koniec maja do Gorajca przybył specjalny korespondent „Kuriera Lwowskiego”, który również w sposób bardzo krytyczny opisał sytuację, jaką zastał na miejscu. Stwierdził m.in. że:

„ (…) Trudno tu z kimś rozumnie mówić, bo wszystko sfanatyzowane, wszystko pod presją terroru tłumu. Każdy »widzi«, bo inaczej odchodzi z piętnem niedowiarka, pozbawionego »łaski«”. Zaapelował do władz powiatowych i księży, by położyli kres temu „bałwochwalstwu”.

Apel przyniósł spodziewany efekt, bo wkrótce sprawą zajęły się władze powiatowe. Mimo prowadzonych przez nie działań, by nie dopuścić do upamiętnienia miejsca objawienia, jeszcze w tym samym roku powstała murowana kapliczka „na wodzie”. Wzniesiono ją, dzięki datkom wiernych, na sztucznej odnodze potoku Łówczanka. Oba brzegi potoku połączono fundamentem kapliczki tak, by woda przepływała pod budowlą. Być może pewną kwotę lub materiały budowlane na potrzeby budowy przybytku przekazał ówczesny właściciel majątku ziemskiego w Gorajcu baron Hugo Wattmann z Rudy Różanieckiej. Kapliczkę wzniesiono na planie prostokąta. Pierwotnie była nakryta pięciospadowym dachem, zwieńczonym latarnią z żelaznym krzyżem. Dach pokryto blachą. Wewnątrz był ołtarz oraz figura Matki Boskiej w koronie, trzymającej na ręku małego Jezusa. Figura przystrojona była sznurami bursztynowych korali. Wnętrze pomalowane było na jasnoniebiesko. W podłodze znajdował się otwór z drewnianym wiekiem, umożliwiający dostęp do cudownej wody. Przybytek zawsze był otwarty. Przed II wojną światową podczas święta Jordanu oraz podczas święta plonów wierni wyruszali procesyjnie z cerkwi w Gorajcu do kapliczki „na wodzie”.

Po zakończeniu wojny kapliczka stopniowo popadała w ruinę. Zapewne nie doczekałaby naszych czasów, gdyby nie były mieszkaniec Płazowa Krzysztof Szałański. 11 kwietnia 1999 roku po mszy świętej usłyszał on wewnętrzny głos Matki Bożej, która zwróciła się do niego słowami pełnymi żalu: „Jedź synu i odnów moje miejsce ukochane pod Gorajcem”. Dzięki jego inicjatywie, przy udziale wielu osób z Gorajca i okolicznych miejscowości, rozpoczęto jej remont. Odnowiono elewację zewnętrzną, wymieniono podłogę, okna, drzwi i dach, który obecnie jest dwuspadowy. Malowidła w jej wnętrzu wykonał Stanisław Łabisz z Nowego Sioła. W 2000 roku odremontowaną kapliczkę poświęcił ówczesny proboszcz Parafii Świętego Wojciecha w Cieszanowie ks. Stanisław Mizak. Od tego czasu co roku w sierpniu odprawiana jest przy niej uroczysta msza odpustowa. Przybytek znów cieszy oczy mieszkańców Gorajca i sąsiednich miejscowości, a także przyjeżdżających coraz liczniej turystów, którzy chcą obejrzeć to niezwykłe miejsce.

Tomasz Róg

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *