Marcin_Rokosz

OKIEM LUBACZOWSKIEGO SŁOIKA*

Lubaczów, a gdzie to? Z takim pytaniem spotykam się często, kiedy mówię skąd pochodzę. Niewątpliwie jest to miejsce, do którego wraca się z sentymentem. Właśnie! Dlaczego tylko wraca, a nie mieszka i realizuje swoich planów, czy marzeń? To pytanie słyszę zawsze, gdy przyjeżdżam do miejscowości, w której centrum wita mnie legendarny Lubacz. Miejscowości, gdzie dworzec autobusowy jest w dwóch miejscach (jeden będąc tylko „tymczasowym”). Miejscowości, w której inwestycje są tak wielkie i rozległe, że rozpisują się o nich ogólnopolskie media, a billboardy w Warszawie pokazują je za wzór. Miejscowości, w której rozwiązaniem na powiększające się długi, jest zaciągnięcie kolejnego kredytu na ich spłatę. A przede wszystkim tej miejscowości, w której się urodziłem i wychowałem. To właśnie o naszym Lubaczowie, widzianym z innej perspektywy będą moje felietony.

Kiedy wydawca Ziemi Lubaczowskiej zwrócił się do mnie z pytaniem czy nie zechciałbym pisać felietonów, długo się nie zastanawiałem. Przecież jest tyle tematów do podjęcia – waż-
nych, trudnych, ale jakże ciekawych. Problemów, które często dostrzega się dopiero patrząc z perspektywy. Mówiąc nieco szerzej, tak już w życiu jest, że spoglądając na drugą osobę widzimy jej zalety i wady, sami zapominając stanąć przed lustrem, stanąć w prawdzie przed samym sobą. Niech zatem te felietony będą takim lustrem. Niech będą spojrzeniem na miasto, na mieszkańców i ich codzienne problemy – z oddali, z perspektywy niemal 400 kilometrów. Niech będzie to chwila refleksji, a czasem gorzki obraz rzeczywistości.

Czy będą to wyłącznie teksty krytyczne, pokazujące frustrację młodego człowieka, pełne pesymizmu? W żadnym wypadku. Będzie prawdziwie i realnie. Na tym zależy mi najbardziej.

Każda młoda osoba, w pewnym momencie swojego życia staje przed poważnym dylematem. Co robić dalej? Na marginesie, można powiedzieć, że to paradoks, iż najtrudniejsze życiowe decyzje musimy podjąć w momencie, kiedy o życiu tak mało wiemy. Patrząc z oddali widzę, że miasto powoli pustoszeje. To smutne, że Lubaczów ożywia się jedynie na święta, kiedy nie można wjechać na rynek, kiedy w sklepach stoi się w długich kolejkach, a zewsząd słychać śmiech i rozmowy. Oczywiście, wyjazd młodych ludzi, nie jest problemem jedynie Lubaczowa. Jednak warto może choć raz zadać sobie to trudne pytanie – dlaczego gros młodych ludzi „ucieka” z małego, spokojnego miasteczka, nie widząc dla siebie perspektyw rozwoju? Czy robią to w pogoni za karierą, pieniędzmi, a może tylko poszukując normalnego życia? A być może przyczyny należy szukać po stronie polityki władz lokalnych? Zapewne każdy zadaje sobie to pytanie: co można zrobić, aby Lubaczów był naprawdę „Miastem z sercem” – obficie pompującym krew, aby żył każdego dnia?

Ziemia Lubaczowska (nie o gazecie tu mowa) nie jest końcem świata, choć pewnie pod względem komunikacyjnym za taki jest uważana. Może trzeba wykorzystać potencjał zdolnych i chętnych zapału do pracy ludzi, może potrzeba zasięgnąć rady tych, którzy w swoim życiu wiele już przeszli? Jedno jest pewne – potrzeba podjąć rozmowę – rzetelną i merytoryczną. Czasem warto powiedzieć kilka gorzkich słów prawdy, spojrzeć na pewne sprawy nieco z dystansu, bez emocji. Przecież, aby budować coś trwałego – konieczne jest postawienie dobrych fundamentów – a takimi są uczciwość i prawda. Warto zacząć rozmawiać i do tej rozmowy i refleksji Państwa serdecznie zapraszam.

Marcin Rokosz
Z urodzenia Lubaczowianin, z wyboru „chwilowo?” warszawski słoik. Absolwent lubaczowskiej „Jedynki” i „Ogólniaka”, były przewodniczący Młodzieżowej Rady Miasta. Z zawodu prawnik. Przygotowuje rozprawę doktorską z zakresu prawa cywilnego i polubownych metod rozwiązywania sporów. Uczestnik Pracowni Liderów Prawa w Instytucie Wymiaru Sprawiedliwości. Motto życiowe: „Warto żyć uczciwie, mimo wszystko”.

*Słoik warszawski – to dobrze ugruntowane w naszym języku określenie na osoby, które pracują, mieszkają, uczą się w Warszawie, ale nie pochodzą z tego miasta i najczęściej nie są zameldowane w stolicy.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *