O55A9271 1

Czyje to jest, czyje to będzie, kto ma rację w tym sporze?

„Małżeństwo – Marta Murawska i Janusz Stadnicki kupili od gminy zrujnowane mieszkanie. Zainwestowali mnóstwo pieniędzy w remont, ale po osiemnastu latach od transakcji okazało się, że… małżonkowie nie są właścicielami” – takimi słowami wydawca programu „Państwo w Państwie” anonsował jeden z ostatnich odcinków. Temat trafił na antenę Polsatu, a w studio „na żywo” pojawił się m.in. burmistrz Andrzej Gryniewicz.

Sprawa, o której mowa w programie, toczy się od 2011 roku i jest skomplikowana. Marta Murawska w 1990 r. kupiła od gminy Oleszyce mieszkanie. Urządzając je, zainwestowała w remont. Pewna swojej własności mieszkała w nim do 2011 r. Wtedy to odezwał się drugi właściciel nieruchomości, posiadający akt notarialny z 1950 roku, żądając eksmisji zamieszkałych osób. Od tego momentu rozpoczęła się sądowa batalia. Gmina Oleszyce wytoczyła dwie sprawy – jedną o stwierdzenie zasiedzenia i drugą o uzgodnienie treści księgi wieczystej z rzeczywistym stanem prawnym. Sam wyrok Sądu Okręgowego w Przemyślu z początku 2017 roku, oddalający apelację gminy, wraz z uzasadnieniem ma ponad 20 stron. Niezgodności w tej sprawie dotyczą m.in. powierzchni nieruchomości i jej dokładnej lokalizacji. Powoływani są kolejni biegli. Małżeństwo nie ukrywa rozgoryczenia.

Teraz wychodzi na to, że zostałam oszukana przez gminę. Kupiłam coś, co nigdy nie należało ani do gminy, ani teraz do mnie – mówiła dla Polsatu Marta Murawska.

W naszym kraju żaden urzędnik nie odpowiada za swoje błędy, tylko my zwykli ludzie cierpimy na tym – dodawał jej mąż Janusz Stadnicki.

Innego zdania są urzędnicy.

Nie uciekam od odpowiedzialności… tylko gdyby była nić porozumienia z drugą stroną, a jej na chwilę obecną nie ma – podkreślał burmistrz Oleszyc Andrzej Gryniewicz.

Co należy podkreślić, nie pełnił on jeszcze swojej funkcji w momencie sprzedaży nieruchomości przez gminę.

Małżeństwu zaproponowano 100 tys. zł zadośćuczynienia. Ich propozycja jest jednak znacznie wyższa. Usatysfakcjonowałaby ich kwota 280 tys. zł tytułem odszkodowania za kupione i wyremontowane mieszkanie oraz zadośćuczynienie za pogorszenie się stanu zdrowia i krzywdy moralne. Małżeństwo jest otwarte także na otrzymanie innego lokalu na takich samych warunkach i w tej samej lokalizacji. Tu jest kolejny pat, bo gmina takiego nie posiada.

Mimo zapewnień pomocy, chęci doprowadzenia do ugody i otwartości burmistrza oraz tego, że błąd urzędniczy nie zaistniał podczas jego kadencji, większość zebranych studio osób przystąpiła do ataku na jego osobę. Prowadzący program zadawał absurdalne pytania: „Co urzędnikom wpadnie do głowy jeszcze sprzedać? Kościół, prywatną stację benzynową, a może sklep?”

Brakiem merytorycznego przygotowania do sprawy wykazali się też inni goście programu, którzy nie dali dojść burmistrzowi Oleszyc do głosu. On sam, choć ewidentnie zdenerwowany, starał się jasno wytłumaczyć skomplikowanie sprawy i odpowiadał rzeczowo na pytania.

Gmina nadal liczy na porozumienie z którąś ze stron, ale burmistrz Andrzej Gryniewicz tłumaczy, że nie może „załatwić czy dogadać sprawy”, bo chodzi o środki publiczne i interes gminy, który on reprezentuje. W związku z tym wszystkie decyzje muszą być poparte działaniami administracyjnymi, przejść oficjalną drogę, m.in. zatwierdzenie postępowania przez radę.

Sprawa nieruchomości w Oleszycach nie jest pierwszym tematem z naszej okolicy, którym zainteresowały się ogólnopolskie media. My wolelibyśmy jednak pisać o bardziej pozytywnych zagadnieniach.

„Państwo w państwie” to program nadawany na antenie Polsatu. Autorzy programu podążają tropem naruszania prawa przez urzędników wobec przedsiębiorców lub błędu wymiaru sprawiedliwości wobec osób prywatnych. Jeden z październikowych odcinków dotyczył sprawy własności jednej z nieruchomości w Oleszycach. Telewizyjni reporterzy najpierw pojawili się w miejscowości, a potem przeprowadzili wywiady na żywo w studiu programu. Ku zaskoczeniu wielu pojawił się tam burmistrz Oleszyc Andrzej Gryniewicz, który jak mówi „zdawał sobie sprawę, że wystawia się na lincz”. Nie chciał jednak uciekać od odpowiedzialności i zamierzał przedstawić stanowisko gminy.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *